Jak (nie) zarządzać pracownikiem medycznym w czasach pandemii – nasza opinia

5 sierpnia 2020 tagi: Rynek pracy , Artykuł

Szerokim echem w mediach odbiła się nowelizacja ustawy o COVID-19, która m. in. ogranicza prawa pracownicze pielęgniarek. Przedstawiciele związków zawodowych wyrazili swoje oburzenie, ale rząd podtrzymuje opinię, że zmiany w ustawie są niezbędne w zwalczaniu epidemii. Do czego doprowadzi zarządzanie groźbą, nakazem i brakiem szacunku?

Na początku pandemii byliśmy pełni nadziei, że jedną z niewielu pozytywnych efektów tej trudnej sytuacji będzie poprawa warunków pracy i zwiększenie prestiżu zawodów medycznych. Liczyliśmy, że walka z koronawirusem na pierwszej linii frontu zostanie doceniona, zarówno przez społeczeństwo, jak i polityków. Tymczasem po kolejnych doniesieniach przecieramy oczy ze zdziwienia. O ile osoby, które reagują niechęcią lub nawet agresją na kontakt z pracownikami medycznymi, mogą kierować się niewiedzą i strachem, o tyle trudno w jakikolwiek logiczny sposób wyjaśnić decyzje rządu.

Pracownik jak niewolnik?

Wyobraź sobie, że jesteś szefem zespołu, który stoi przed trudnym projektem. Twoi ludzie mają kompetencje, żeby mu sprostać, ale brakuje im motywacji. Od dawna domagają się podwyżek, są zmęczeni nadmiarem dotychczasowych obowiązków, a do tego ich zawód nie cieszy się zbyt dużym prestiżem. Co robisz? Zmuszasz ich do większego wysiłku, wprowadzasz nakaz pracy, zakazujesz urlopu, a nawet grozisz, że zamkniesz ich w zakładzie pracy. Nie przewidujesz dla nich dodatkowego wynagrodzenia, a nawet pozwalasz na zmniejszenie pensji. W końcu to Twoi niewolnicy… tzn. pracownicy. Czy tylko my mamy wrażenie, że coś tu jest nie tak?

Lekcja (nie)zarządzania

Zarządzanie zasobami ludzkimi, czyli tym, czym dysponują pracownicy (wiedza, umiejętności, kompetencje miękkie), stało się niezbędnym elementem każdej organizacji. Bo przecież to ludzie je tworzą i odpowiadają za dużą część sukcesu rynkowego. Od lat przedsiębiorcy zachodzą w głowę, jak skutecznie podtrzymać motywację i zaangażowanie. Dobra organizacja pracy, systemy motywacyjne, przywództwo i obustronna komunikacja stają się stałymi elementami w procesie zarządzania. Dlaczego zatem nie można ich przenieść na podmioty zarządzane przez państwo? Chcemy wierzyć, że jest to jedynie problem braku podstawowej wiedzy z zakresu zarządzania, a nie zła wola.

Jak się nie podoba, to zmień zawód!

To od wielu lat bardzo chętnie przytaczany argument, zwłaszcza w obliczu wszelkich protestów pracowników medycznych. Logika wydaje się prosta: mamy wolny rynek, więc każdy, kto decydował się na pracę w systemie ochrony zdrowia, wie na co się pisał. Argument ten jest błędny, z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, pracownicy medyczni chcą wykonywać swoje zawody. Owszem nie każdy ma poczucie misji, ale chodzi tu także o przyjemność z leczenia, kontaktu z pacjentem, niesienie pomocy chorym, ciągły rozwój. Znaczna większość medyków jest po prostu dobra w tym co robi. Po drugie, nasz system cierpi na ogromne braki kadrowe. Działania ustawodawców powinny więc być skierowane na zachęcanie do podejmowania trudu zdobycia kwalifikacji medycznych i pracy w tym właśnie zawodzie. Tymczasem dzieje się dokładnie odwrotnie. Grozi nam całkowita zapaść systemu ochrony zdrowia, a decyzje podejmowane wobec mniej uprzywilejowanych grup zawodowych, jeszcze ten proces przyspieszą.

 

Zarządzanie pracownikami prywatnych i publicznych zakładów pracy powinno odbywać się na podobnych warunkach, opartych na wzajemnym szacunku, komunikacji i wsparciu. Trudno nam zrozumieć kolejne decyzje rządu, zmierzające do ubezwłasnowolnienia pielęgniarek i zniechęcenia ich do wykonywania swojego zawodu. I chociaż dla wielu z nich, znajdzie się miejsce w prywatnych placówkach ochrony zdrowia, to chyba jednak nie na takich konsekwencjach powinno nam wszystkim zależeć.

 

 

Redakcja Portal-Medica 

Wróć na stronę główną bloga