Sorry, na SOR-ach ma się ratować życie!

29 kwietnia 2019 tagi: Artykuł

Szpitalne Oddziały Ratunkowe powstały po to, by ratować ludzi, których stan zdrowia nagle się pogorszył, ulegli wypadkowi, a co za tym idzie, ich życie jest w niebezpieczeństwie. Praktyka pokazuje, że na SOR-y często trafiają pacjenci, dla których nie ma miejsca w przychodniach specjalistycznych lub tacy, którzy nie wiedzą, gdzie mogą się udać po pomoc w nocy i w dni wolne.

Sorry, na SOR-ach ma się ratować życie!

Temu zadaniu podporządkowana jest zarówno wyspecjalizowana i wysoko wykwalifikowana kadra medyczna, jak i wyposażenie oddziału ratunkowego. I o ile z wyposażeniem nie ma zazwyczaj problemu (szpitale doposażą oddziały, kiedy tylko znajdują na to fundusze), o tyle z kadrą problemy są coraz większe. Nie bez znaczenia jest fakt, że coraz częściej wykwalifikowani lekarze specjaliści wybierają emigrację do krajów zachodnich, gdzie oferuje się im o wiele bardziej lukratywne kontrakty niż w Polsce. Inna kwestia jest taka, że lekarze, którzy zostają w kraju, po prostu się starzeją. Według danych Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, średnia wieku pracujących lekarzy specjalistów (na przykładzie pediatrów) to 50+. Są to więc już osoby zbliżające się do wieku emerytalnego, a więc takie, które w perspektywie kilku lat będą mogły odejść na emeryturę. A już teraz w Polsce odnotowuje się katastrofalnie niski odsetek lekarzy przypadających na 1000 pacjentów. Na ten moment wynosi on w zależności od źródła od 2,7 do nawet 2,2 lekarza! Wniosek jest tragiczny – Polaków niedługo nie będzie miał kto leczyć!

Wyjątkowo trudna sytuacja kadrowa dotyka właśnie Szpitalne Oddziały Ratunkowe. Pracują na nich przeważnie ci sami lekarze, którzy pełnią dyżur na oddziale – kardiologicznym, nefrologicznym czy chirurgicznym. Jak przyznał w rozmowie z portalem money.pl dr Wojciech Sulka, przewodniczący dolnośląskiego OZZL, lekarze muszą opuszczać swoje oddziały, żeby pokrywać braki kadrowe na SOR-ach. A to niestety pogłębia problemy tych oddziałów i wydłuża czas oczekiwania pacjentów na przyjęcie. Wydaje się, że polska medycyna wpadła w błędne koło, z którego niełatwo będzie znaleźć wyjście.

Rodzinni odsyłają na SOR-y z katarem!

Na forum Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie pojawiają się opinie o niewydolności POZ oraz o tym, że często nie gwarantują one opieki medycznej w godzinach, do których są do tego zobowiązane. Pacjenci również zauważają tę panującą w branży medycznej spychologię. - Od kilku dni czułem się źle. Gorączka i kaszel nie ustępowały, jednak apogeum miało miejsce w weekend. Poszedłem więc do placówki, która miała zapewniać pomoc lekarską dla pacjentów właśnie w dni wolne – opowiada pacjent NPL w Szczecinie. – Najpierw zostałem dość ostro skrytykowany za to, że w ogóle przychodzę z taką (cyt.) pierdołą do lekarza. Potem, kiedy lekarz mnie przyjął, wstępnie zbadał, oświadczył, że mam iść na SOR bo teraz panuje odra i on nie wie, czy to aby nie jej objawy. Poszedłem grzecznie, na SOR-ze odczekałem z wysoką gorączką swoje, widząc pacjentów z wypadków i takich, którzy powinni otrzymać pomoc od razu. Wiele było też osób jak ja – chorych. Po prostu. Lekarze na Oddziale Ratunkowym nawet nie dziwili się, że w kolejce czeka tyle osób, które de facto nie powinno do nich trafić. Podobno kiedy w NPL dyżur ma ten konkretny lekarz, tak po prostu jest – wspomina.

SOR(RY) – tu ratuje się życie!

Żeby lepiej informować zarówno pacjentów, jak i lekarzy POZ o zadaniach, jakie wykonują specjaliści na SORach, Śląska Izba Lekarska w Katowicach uruchomiła kampanię edukacyjną SOR(RY) – TU RATUJE SIĘ ŻYCIE! Z dnia na dzień do Śląska dołączają kolejne Izby. Celem kampanii jest zwrócenie uwagi na to, że podstawowa opieka medyczna powinna być zagwarantowana każdemu pacjentowi w poradniach lekarzy rodzinnych (POZ) od poniedziałku do piątku (w godz. 8-18) oraz w placówkach realizujących Nocną i Świąteczną Opiekę Zdrowotną (w godz. 18-8 oraz w dni świąteczne).

Być może dzięki tej kampanii na SOR-y będą trafiali pacjenci naprawdę potrzebujący pomocy, a nie tacy, którzy są tam odsyłani z powodu niewiedzy i cięcia kosztów.

Wróć na stronę główną bloga